DLA TRYCHOLOGÓW

Nie przyszłam do trychologii z przypadku.
Przyszłam, bo sama potrzebowałam pomocy. I jej nie dostałam.

Chorowałam na choroby autoimmunologiczne.
Zmagałam się z wypadaniem włosów. I mimo wizyt u specjalistów — nikt realnie nie wziął za to odpowiedzialności.

Więc zrobiłam to sama. Najpierw dla siebie. Potem dla innych.

Zanim stanęłam w gabinecie, przez lata prowadziłam sklepy zielarskie. Uczyłam się pracy z ciałem, zdrowiem i człowiekiem w praktyce — nie z książki.

Jestem kosmetologiem. Pracowałam w międzynarodowej firmie dermokosmetycznej.
Prowadziłam konsultacje i szkoliłam farmaceutów w całej Polsce.

Dziś mam za sobą:

I jedno bardzo konkretne spostrzeżenie: 

Problemem jest to, że nikt nie uczy, jak ją wykorzystać. Widzę to cały czas. Osoby po kolejnych szkoleniach, z ogromną wiedzą… i kompletnym chaosem przy kliencie.

Moim wyróżnikiem od początku była jedna rzecz- umiejętność wyciągania wniosków.

Dokładny wywiad. Łączenie kropek. Widzenie schematów jeszcze zanim pojawią się wyniki badań. I praca w ramach kompetencji — bez udawania lekarza.

Ale największą lekcją nie była trychologia. Była nią praca z ludźmi.

Na początku byłam:

I to był największy błąd.


Bez granic nie ma procesu. A bez procesu nie ma efektów.

Dziś uczę czegoś, czego sama musiałam nauczyć się na błędach:

Bo nie da się pomóc komuś, kto nie chce sobie pomóc. I druga rzecz, o której nikt nie mówi wprost:

Konsultacja jest początkiem. Prawdziwa wartość zaczyna się później — w procesie, decyzjach i prowadzeniu klienta.

Dlatego stworzyłam szkolenia, które są czymś więcej niż wiedzą. To proces. Element, który zmienia wszystko:

Uczę trychologów jak patrzeć na swój gabinet nie tylko jak na misję, ale jak na świadomie prowadzony biznes.